Start z brydżem

O nieudawaniu się

Pomyślałam ostatnio, że mimo tego, że każdy wie, że brydż to gra błędów i że tych popełnia się całe mnóstwo, nikt nie lubi o nich mówić. Ha, prawdy ludowe głoszą, że najlepiej uczyć się na błędach więc chowanie ich do szuflady, teoretycznie nie powinno w ogóle mieć miejsca.

A jak jest? Raczej o błędach rozmawiać się nie lubi, bo albo „przecież wiem, że źle zagrałam” albo „nie drąż” albo „wiadomo, że głupota, to co ci mam tłumaczyć”, „coś mi się pomyliło” albo „oderwałem się od rozdania” albo „coś mnie rozproszyło” albo „przysnęłam” albo „Pan Bóg mnie opuścił” albo… (sami pewnie macie swoje ulubione powiedzenia).

Myślę, że temat „błędu brydżowego” jest złożony, chociażby z punktu widzenia partnerstwa i psychologii. Omawianie swoich słabości to nielada sztuka, bo to w jakimś sensie pokazanie, że jest się niedoskonałym. A tego raczej się nie lubi. Co prawda zdarzają się tacy brydżyści, którym przychodzi to niezwykle łatwo, ale śmiem wysnuć tezę, że ta grupa jest w zdecydowanej mniejszości.

Dodatkowo, eksponowanie i omawianie błędów swoich czy partnera na świeżo (kiedy partner od razu chciałby zrozumieć co się wydarzyło lub my pospiesznie chcemy się wytłumaczyć) nie niesie ze sobą nic dobrego. Bo przecież za błędem idzie zły zapis a temu towarzyszą emocje więc łatwo wybuchnąć. Ja takiego świeżego rozpracowywania problemu na szybko nie polecam. Odradzam. Bo mimo najszczerszych dobrych chęci zapytania (bez żalu czy wyrzutu), dlaczego coś się stało, samo pytanie może być odebrane jako atak i pretensja więc lepiej poczekać, aż emocje opadną a błądzącemu otworzą się na nowo oczy 🙂

(żeby nie było, że się mądruję: mimo, że wszystko to wiem niejednokrotnie męczę temat od razu 🤯 sic!) Po co mi to? Na co? Nie potrafię powiedzieć 🤪)

W prasie brydżowej roi się od wspaniałych licytacji , geniusz dedukcji czy błyskotliwość rozgrywki przelewana jest na papier chętnie – lubimy przecież, jak ktoś klepie po ramieniu i z podziwem w oczach szepce „szacun”. Tych nieidealnych zagrań jest w prasie mniej, raczej mieli się błędy w wąskiej grupie zaufanych osób.

Dziś, trochę na przekór, mam dla Was rozdania, w których coś mi się nie udało. U mnie siedzą one pod kategorią zbiorczą „świr”. A, że takie świry mają rożne oblicza, różne podłoża i nieczęsto nietypowe zakończeniem zachęcam do lektury – choć nie nastawiajcie się na robienie notatek ze złotych myśli. Dziś zupełnie nie to 🙃

Magia założeń

Mecz, niekorzystne, moja karta:

AK8632 K DW108 83

Z lewej przeciwnik otwiera 4♥️ blok. Partner daje kontrę a drugi przeciwnik licytuje szlemika w kiery. Teraz ja. Pierwsze, co przychodzi do głowy, to to, że oni w korzystnych i kartę mogą mieć bardzo dziką – gramy na solidną opozycję, która wie, że w korzystnych „można więcej” i trzeba raczej zrobić wszytsko, żeby przeszkodzić przeciwnikom zdobyć punkty za premiowane popartyjne gry.

Wydaje mi się, że stoję przed widmem niezagrania szlemika a może i szlema. Partner wywołuje na pewno piki, dał kontrę w niekorzystnych, więc na horyzoncie widzę dużą grę. Do tego mam układ 64 i sześciokart AK! Marzenie!

Ale z drugiej strony, partner też widzi założenia i może jego kontra wcale nie musi być od razu zachęcająca do szlemika. Kontra na 4♥️ jest wywoławcza, nie od razu musi oznaczać niewiadomo czego. Hm.

Patrzę w karty i w głowie huczy mi myśl 'sześć – cztery, sześć – cztery”. Oko, bokiem dostrzega singlowego króla kier – ten raczej do piachu, do naszej gry przydałby się on bardziej w treflach czy karach. No ale „sześć – cztery”. Pojawia się kolejny głos (diabelski?) – „p o p a r t y j n y szlemik”.

Wydaje mi się, że trzeba coś zgadnąć… Na pewno nie wolno mi spasować. Co robić nie do końca wiem. Coś trzeba zdecydować. Z uwagi na układ i jednak widmo odpisania -11 za niezagranie popartyjnego szlamika, daję 6♠️. Kiedy decha jedzie na drugą stronę jestem z siebie zadowolona. Przecież jest mnóstwo układów, przy których zclaimuje w pierwszej lewie. A nawet jeśli nie zobaczę w stole karty idelanej (np. ♣️AK, ♦️AK), to może jakiś longer, może przyplątał się ♥️A. A i jeszcze szanse impasów. Uuuu, czuję, że wygram, na luziku 😎

6♠️ zbiegło i nastąpił wist w ♦️3. Jeszcze przed wyłożeniem dziadka, pomyślałam, że sprytni przeciwnicy próbują mnie położyć na przebitce – bo nie zawistowali we własny kolor. „Nie ze mną te numery, Bruner”!

Kiedy pojawił się na stole dziadek, już stało się jasne, że zysku w tym rozdaniu – raczej – nie zapiszemy:

DJ1074
8
K962
AW9
AK8632
K
DW108
83

Z góry do oddania dwa asy plus może przebitka i jeszcze trzeba coś zrobić z treflem. Czarna rozpacz. A wygląda na to, że rozdanie można było wygrać po prostu dając kontrę na 6♥️. Odpisaliśmy smutne dwieście i odchodząc od stolika, partner nauczał, że zamiast 6♠️, z uwagi na skoczną licytację, powinnam brać pewny zapis i dać kontrę a nie oczekiwać idealnej ręki u partnera. Przyznałam mu rację – coś w tej argumentacji jest, zwłaszcza, że graliśmy nie na maxy a na impy.

Ku wspólnemu zaskoczeniu, kiedy zaglądamy w kontrolkę rozdania, okazuje się, że notujemy zysk 8 impów. A to dlatego, że wszyscy, którzy nie szukali szlemikowych pikowych unicornów i kontorowali 6♥️, odpisywali 1210 bo pikowy wist wypuszczał!

DW1074
8
K962
AW9
95
ADW10754
43
105
9632
A75
KD7642
AK8632
K
DW108
83

Upiekło nam się. Ale coś mi podpowiada, że jak to zwykle bywa – karma nas dopadnie ;P

EDIT: po dłuższej refleksji pokuszę się o stwierdzenie, że wejście mojego partnera było ostre. A moje 6♠️ nie tak zupełnie nie trzymało parametrów 🤔 Co myślicie?

Siedzący Farcik?

W następnym siedmo-rozdaniowym meczu (na impy w przeliczeniu na VP), przystępuję do 6 rozdania, wiedząc, że z rozdań rozegranych mamy w woreczku na spokojnie ze 17 impów – coś się udało ładnie zagrać, gdzieś partner trafił rozgrywkę, coś przeciwnicy wypuścili i jakoś się nazbierało. Zatem komfort gry na kolejne dwa rozdania jest dość spory i wyraźnie widać, że Fart aka duszek Piatnik jest po naszej stronie zasłony.

Przychodzi taka ręka, wszyscy po partii:

W103 A8754 D10872

Liczę punkty. 7. Niby spełnia kryteria otwarcia 2♥️ (gramy dwukolorówką z kierami), układ też jest – bo 5♥️ i 5♣️. Jakość kolorów może i pozostawia wiele do życzenia – wiszący as w kierach, trefle nieco lepiej bo dama dziesięć i ósemka. Jest W10 w pikach, może sięprzyda. Ale jeśli partner będzie miał piki, to będzie je trudno znaleźć. Hm… Chwilę dumam. Jakbym czekała na głos, który mnie przekona, że warto jest otworzyć. No i jest! Daję się przekonać, że przecież jedną odzywką sprzedam i siłę i skład 🙈 no i przecież jest z nami Farcik!

Licytacja nie zwiastowała armagedonu, nie działo się nic nadzwyczajnego, z lekkością doszliśmy do końcówki:

W
N
E
S
2♥️
pas
2BA
pas
3♣️
pas
4♥️
pas
pas
pas

Mina mi nieco zrzędła kiedy zobaczyłam stolik (wist ♠️4):

A8
DW
AK109865
96
W103
A8754
D10872

Trudno się dziwić partnerowi, że coś próbował zagrać – ma w końcu 14 punktów, świetny kolor boczny, niezłe uzupełnienie w kierach i asa. 3BA wygląda być skazane na niepowodzenie, bo przecież przeciwnicy maja milion pików, kara mogą się nie dzielić, więc 4♥️ wyglądało sensownie – partner może szybko wyrzucić przegrywającego pika na kara, zostanie do rozwiązania kolor kierowy (może impas?) i treflowy. Na otwarcie jakieś figury w swoich kolorach powinien partner mieć, w końcu otwierał w czerwonych.

Taaaak. Tymczasem ja patrzę na te dwie ręce i nie potrafię znaleźć układu wygrywającego. Zupełnie bezpieczne wydaje mi się zagranie ♦️AK (po wzięciu na ♠️A). Ale kiedy drugie karo przebija mi E, wyrzucam przegrywającego pika i wiem już, że przeciwnicy chyba nawet jakby chcieli, to nie mogą tego wypuścić. Podejęłam jakąś próbę minimalizowania strat ale skończyło się na wpadce bez c z t e r e c h 🙈 „Always look on the bright side of life”, mawiają, więc jeszcze próbuje się pocieszać, że „ufff, nikt nie skontrował”, ale za -400 nie notujemy super wyniku (-10 impów, ekhmmm).

Rozdanie okazało się nie być łatwe, bo w kontrolce sporo różnych wyników (od +400 dla NS do +760 na EW). Mojego zapisu nikt nie powtórzył 😆 🙈 Zasłużenie spotkała mnie kara za nielicytowanie tego, co się ma karcie. Tutaj po prostu trzeba było spasować. Po prostu, heh.

Całe rozdanie:

D964
K1096
D7432
W103
A8754
D10872
A8
DW
AK109865
96
K752
32
W
AKW543

Niewykorzystana szansa

Przy stoliku brydżowym nie wolno spać! Oczywiście mówię to w przenośni, a odnoszę się do tych rozdań, w których wydaje się nam, że nic nie mamy ciekawego do zalicytowania. Tryb „stand-by” pojawia się u mnie często, kiedy w karcie plaża i wydaje się, że kartę maja przeciwnicy. No właśnie. Wydaje się.

Zaspałam w takim oto rozdaniu, moja ręka:

107432 6 A109532 W

Niby skład jest całkiem niezły, jesteśmy w korzystnych. Czekam na rozwój wypadków. Partner otwiera 1♥️, przeciwnik pas, ja pas, drugi ops 1BA i zbiega do mnie:

W
N
E
S
1♥️
pas
pas
1BA
pas
pas

Moje rozumowanie, z jakiegoś powodu, zatrzymało się na skontentowaniu, że mam singla w kolorze partnera i nie mam czego szukać w rozdaniu. Spasowałam.

Chwilę potem dotarło do mnie, że przecież: mam 65 a do tego jesteśmy w korzystnych. Dodatkowo, nie padł Stayman, więc szansa, że partner fituje piki. A jeśli nie, to jesteśmy przygotowani na wyniesienie 2♥️, jest przecież szósty as karo. Jak mogłam spasować??? Przecież nie wolno było odpuszczać rozdania. Kolejny wpis do księgi świrów. Wrrrr.

Partner wyjął ♠️W na wiście i okazało się w trakcie rozgrywki, że mieliśmy ich wspólnie 9 na linii. Smuteczek. Na naszej linii szła częściówka w piki. Za -90 zapisaliśmy niemałą stratę.

Cały rozkład rozdania:

AW98
KW1097
D
D102
D5
AD83
K8
K9543
K6
542
W764
A876
107432
6
A109532
W

Lenistwo w wersji hard

Późne godziny wieczorne, mocno zaawansowana środkowa faza turnieju, przedostatnie rozdanie rundy, w której – wydaje się, że nic się nie dzieje.

Otwierająca na W, po mojej lewej zaczyna od 1♥️. Dwa pasy i teraz ja:

DW10654 D KW4 AD6

1♠️, oczywiście.

Otwierająca powtórzyła kiery, mój partner 2♠️. Znowu ja.

Myślę sobie: „Aha! Piki starsze, wygrywamy licytacje, będą punkty za częściówkę”. Może znużenie spowodowało, że żadna myśl węsząca końcówkę się nie pojawiła. A szkoda… 😭

Końcówka była bardzo blisko – wystarczyłoby, że partner ma asa atu i podpórkę w którymś młodszym (impas mocno prawdopodobny, z licytacji) lub może jakoś nierówno rozłożone młodsze kolory albo uda się coś przebić. Morze możliwości. Dodatkowo, widać, że nie powinno się przegrać 3♠️.

Inwit nie mógł być zły. Elastyczne 3♣️, dawało partnerowi sporo przestrzeni na zalicytowanie czegoś po drodze do 3♠️ – gdyby uznał, że ma kartę z kategorii „mam ale się boję” (jako ciekawostkę, zdradzę Wam, że mój Partner niczego się nie boi 😆 i jeśli jest choć cień szans na końcówkę, to lubi ją grać).

A ja tymczasem, jak możecie się domyślać, z bidding boxu wyciągnęłam kartonik z napisem „pass”.

Ze wspomnianego wcześniej znużenia wybudził mnie widok dziadka:

A92
964
D9752
K9

Końcówka z góry, i to 11-sto lewowa. Rozpacz i -8 imp.

Całe rozdanie:

A92
964
D9752
K9
K3
AKW10532
63
87
87
87
A108
W105432
DW10654
D
KW4
AD6

* * *

Na koniec dwie uwagi:

  1. Autorka wpisu na codzień nie słyszy głosów, te które pojawiają się przy stoliku brydżowym nie wpływają na funkcjonowanie poza nim.
  2. Rozdania pochodzą z pierwszego etapu rozgrywek kadrowych mixt 2022; Autorka wraz z Partnerem miała też dobre zagrania i opisane wyżej rozdania nie przeszkodziły w awansie do kolejnego etapu 🤩

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.